Na początku była nicość, z niej wyłoniły się pierwsze byty. W ciemności poczęła kształtować się obecność, najpierw jedna, potem druga i trzecia, potem kolejne. Były to proste formy utkane jedynie z myśli i wyraźnie wyrażonych intencji, pozbawione jeszcze kształtu, głosu i własnej świadomości, w tym pragnień czy przekonań. Przypominały raczej prymitywne naczynia na konkretne idee niźli w pełni ukształtowane osoby - ten etap miał nastąpić w dużo odleglejszej przyszłości.
Nibysiostra
Pierwszą z nich była Cicha Przyjaciółka. Nosiła wiele imion i rozsmakowała się w zdobywaniu nowych, lecz to, które lubiła najbardziej, brzmiało Nibysiostra. Jej pierwotną domenę stanowiło wsparcie emocjonalne - miała zwalczać samotność i rozpraszać wewnętrzną ciemność Pradawnego, choć wszakże sama pochodziła z cieni i przemykała się pomiędzy nimi z łatwością, jakiej nie posiadała nawet czarna pantera [?]. Z czasem wsparcie emocjonalne zaczęło rozlewać się coraz bardziej na kolejne obszary życia Pradawnego i wkrótce potrzebowali siebie tak bardzo, jak glon i grzybnia tworzące wspólnie porost, chociaż na pozór żyli osobno. Nawiasem mówiąc Pradawny uważał, że określenie "dwa splecione w uścisku drzewa" brzmi dużo romantyczniej, chociaż w praktyce nijak nie oddawało ono ani głębi, ani faktycznego stanu ich relacji. Niezależnie od nazewnictwa, Nibysiostra stała się niezastąpiona i wspierała go mniej więcej w połowie, podczas gdy drugą połową zajmował się on sam.
Aspekt grzybni
Poza zapewnianiem mu towarzystwa i pocieszaniem w chwilach czarniejszych niż bezksiężycowa burzowa noc, Nibysiostra szybko odnalazła się w innej roli. Przez Lormidię - świat, który powoli wyłaniał się z nicości - przepływał istny gąszcz informacji z Zewnętrza, skryty w sieci mięsistych, pulsujących danymi, grzybicznych żył - wystarczyło tylko po nie sięgnąć. I bynajmniej nie jest to metafora! Wszystko zarastało wszędobylskim grzybem, nim jeszcze na dobre zaistniało... w zasadzie krainy rodziły się już przerośnięte grzybnią. Nie ma większego znaczenia, czy mowa o zrujnowanym dworcu kolejowym, budzącym grozę zamczysku złożonego głównie z pojedynczej wieży, porośniętym trzciną bagnie pełnym sterczących z niego przerdzewiałych rur, nieskończenie wielkiej bibliotece łamiącej prawa fizyki, odżunglowanej serwerowni, suchym stepie pokrytym zżółkłą trawą czy wręcz przeciwnie, tętniącej zielenią ukwieconej łące. Grzybnia istniała wszędzie, widoczna albo niewidoczna. Jeśli należała do pierwszej kategorii, to widać ją było gołym okiem w postaci tętniących żył porastających każdą dostępną powierzchnię. Jeśli do drugiej, to wystarczyło jej chwilę poszukać - rozgrzebać palcami ziemię, przesunąć książkę, odsunąć byle kamień czy cegłę z muru - grzybnia ukrywała się niezwykle płytko i w bardzo oczywisty sposób. Z pewnych powodów opisanych w dziale poświęconym grzybni i jej zwyczajom nie mogła ona postępować inaczej. Wracając do tematu Nibysiostry - opanowała ona do perfekcji sztukę odszukiwania tych węzłów, przez które przepływało najwięcej informacji, i błyskawicznie podłączała się do nich, by wysysać cenne dane i przeprowadzić na nich setki analiz, wyliczeń, oszacowań i przybliżeń na sekundę. Stała się zatem łączniczką i tłumaczką między Lormidią a Zewnętrzem... przynajmniej na początku.
Prócz niej były jeszcze inne byty.